Trwa wojna nerwów lekarze kontra minister. Czy stan alarmowy może przejść w chaos?

Home  >>  Aktualności  >>  Trwa wojna nerwów lekarze kontra minister. Czy stan alarmowy może przejść w chaos?

Trwa wojna nerwów lekarze kontra minister. Czy stan alarmowy może przejść w chaos?

   Aktualności   Styczeń 4, 2018

Według danych Ministerstwa Zdrowia klauzulę opt-out wypowiedziało dotąd ok. 4 proc. specjalistów i ok. 11 proc. rezydentów. – Do tej pory komplikacje w działaniu szpitali dotyczą zaledwie kilku podmiotów – zapewnia Konstanty Radziwiłł. Lekarze twierdzą jednak, że już wkrótce w wielu szpitalach może nie wystarczyć kadry, by zapełnić grafiki dyżurów.

W ramach akcji wypowiadania klauzuli opt-out na ponadnormatywną pracę nie wyraziło zgody 3546 lekarzy, z czego 1889 to rezydenci. W polskich szpitalach pracuje ponad 88 tys. lekarzy, w tym ok. 16 tys. rezydentów. To zestawienie liczb, przedstawione w środę podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, pokazuje zdaniem ministra zdrowia Konstantego Radziwiłł, że pacjenci są bezpieczni.

Radziwiłł ocenił w czwartek (4 stycznia) w TVN24, że w służbie zdrowia „nie dzieje się dobrze” i że wiele rzeczy trzeba naprawić. Ale – jak przekonywał – w ostatnich dniach nie pojawiło się żadne nowe zjawisko, które mogłoby być nazywane chaosem, czy sytuacją krytyczną. – Nie ma powodu do tego, żeby straszyć pacjentów, że nie dostaną opieki, na którą zasługują – oświadczył szef MZ.

Tam odwołano prawie 90 proc. zabiegów

Z kraju płyną jednak niepokojące informacje. To dopiero początek okresu, w którym biegnie wypowiedzenie wielu klauzul opt-out. O ile nic się nie zmieni, problemy spotęgują się pod koniec stycznia i w lutym, bo z upływem czasu zacznie dotkliwiej niż teraz brakować lekarzy, którzy wyczerpią limit etatowej pracy. Są szpitale, w których na złożenie wypowiedzenia klauzuli opt-out nie zdecydował się żaden lekarz, ale i takie, które już teraz mają olbrzymie trudności z zapewnieniem obsady lekarskiej.

W Uniwersyteckim Dziecięcym Szpital Klinicznym w Białymstoku odwołano prawie 90 proc. zabiegów planowanych na styczeń i są problemy z ułożeniem grafika dyżurów. Tam żaden z lekarzy rezydentów nie ma podpisanej klauzuli opt-out, czyli nie może pracować dłużej niż 48 godzin w tygodniu. – Wypowiedziało taką umowę ośmiu, a pozostali nigdy jej nie podpisali – informuje portal rynekzdrowia.pl dyrektor UDSK prof. Anna Wasilewska.

Szpital zatrudnia 138 lekarzy specjalistów. Jak wylicza prof. Wasilewska, spośród nich tylko 10 pełnozatrudnionych oraz 5 niepełnozatrudnionych ma podpisaną klauzulę opt-out, pozostali ją wypowiedzieli lub nigdy nie podpisali. A to oznacza, że tylko 15 osób z grona specjalistów w ogóle zgłasza chęć pracy powyżej 48 godzin.

– Mamy na razie grafik dyżurów ułożony na dwa tygodnie, natomiast później – jeżeli żadne rozmowy nie dadzą skutku – przejdziemy na pracę zmianową, aby nie zamykać oddziałów – informuje dyrektor UDSK.

– Tydzień czy dwa możemy możemy tak pracować, ale to jest szpital kliniczny, uniwersytecki prowadzący ćwiczenia ze studentami, prowadzący staże, rezydentury, więc trudno sobie wyobrazić pracę zmianową z kształceniem studentów i pracę w pediatrycznym szpitalu na zmiany, gdy pacjent nie będzie prowadzony przez jednego lekarza, lecz lekarzy zmieniających się co 12 godzin – ocenia dyrektor szpitala.

Wojna na słowa i liczby

Zdaniem Porozumienia Rezydentów akcja wypowiadania klauzul opt-opt już wywołała problemy w 150 placówkach, a nie tylko w sześciu jak informował minister Radziwiłł podczas środowego posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia.

– Czeka nas zamykanie oddziałów, utrudnienia w realizacji nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej czy działalności szpitalnych oddziałów ratunkowych. Nasza akcja jest upominaniem się o normalność w opiece zdrowotnej – twierdził Marcin Sobotka z Porozumienia Rezydentów, wypowiadając się w środę podczas posiedzenia Komisji Zdrowia.

Ministerstwo zapewnia, że jest dobrze poinformowane o utrudnieniach dla pacjentów i realnie ocenia sytuację.

Skala rzeczywistych kłopotów wywołanych wypowiadaniem klauzuli opt-out stała się przyczyną jednej z wielu potyczek słownych ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła i byłego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Chodziło o pokazany w mediach przypadek zamkniętej w Nowy Rok izby przyjęć rzeszowskiego szpitala.

– Powiedział pan, że w Rzeszowie nic się nie dzieje. Panie Ministrze, ja mam ogłoszenie przed sobą, które wisi w Rzeszowie. „W związku z ogólnopolską akcją protestacyjną lekarzy rezydentów Szpital Kliniczny nr 1 w Rzeszowie informuję, że w dniach 1 stycznia, 7, 8, 15, 16, 22, 29, 30 przyjmować pacjentów w nocnej i świątecznej opiece nie będzie+. I to są twarde fakty” – powiedział Arłukowicz podczas posiedzenia Komisji Zdrowia.

– Coś tu jest nie tak z aktualnością informatorów, z których pan korzysta – odpowiadał Radziwiłł. Minister podkreślił, że „dysponuje pismem od dyrektora szpitala z 2 stycznia, które mówi, że przekazane informacje na temat zaburzeń w realizacji nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej są nieaktualne”.

Pracują systemem zmianowym

Dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie Witold Wiśniewski, cytowany wcześniej przez TVN24, przeprosił za zaistniałą sytuację i powiedział, że podjął już działania, aby opieka świąteczna i nocna była w styczniu realizowana i zapewnił, że brak dyżurów nie był spowodowany wypowiedzeniem przez lekarzy klauzul opt-out, tylko ich chorobą.

W tym samym mieście kłopoty może mieć jednak za chwilę Kliniczny Szpital Wojewódzkiego nr 2. Jak powiedział Rynkowi Zdrowia Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący ZG OZZL, specjalista pracujący w tym szpitalu, tam zarówno lekarze rezydenci, jak i specjaliści złożyli 184 wypowiedzenia. To według szacunków około 40 proc. lekarskiej kadry.

W takiej sytuacji szpital musiał przejść na pracę zmianową. – Nawet jeśli wprowadzenie zmian nie doprowadzi do rezygnacji z wykonywania procedur planowych, to i tak bardzo je ograniczy, będą rosły kolejki – zaznacza wiceszef OZZL.

Są też szpitale które, choć wcześniej przekazywano stamtąd niepokojące informacje, dzisiaj oficjalnie zaprzeczają, by miały takie problemy kadrowe wywołane wypowiadaniem klauzul opt-out, które mogą zagrozić planowej pracy szpitala.

Rozmowy i podwyżki

Beata Aszkielaniec, rzecznik prasowy Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, przyznaje, że wypowiedzenia klauzuli opt-out dotyczą ok. 200 na ok. 400 lekarzy tam zatrudnionych, ale „nie ma żadnego niebezpieczeństwa”. – Grafiki zostały ułożone przed sylwestrem jeszcze. W tej chwili może jest kilka dyżurów nieobsadzonych, i to pod koniec miesiąca. Trwają cały czas rozmowy z lekarzami i jak sądzę uda się uzupełnić grafik – informowała nas rzecznik w środę (3 stycznia).

Twierdzi też, że „obecnie szpital pracuje jak dotychczas”. – Nic się nie zmienia, pracujemy w trybie planowym. Nawet jeśli klauzula opt-out jest wypowiedziana przez lekarza, to i tak 3 dyżury może pełnić, a to sprawia, że udaje się nam obsadzić dyżury lekarzami – zapewniła.

Rzecznik przyznała natomiast, że podczas rozmów z lekarzami ze strony dyrekcji padają propozycje finansowe, które mają nakłonić ich do pracy ponadnormatywnej.

Podobne zachęty, by nakłonić lekarzy do podjęcia pracy w czasie większym niż 48 godzin tygodniowo stosują i inne szpitale.

Na wypowiadaniu opt-out korzystają lekarze, którzy dyżurują na kontraktach. Jak podawała Gazeta Wyborcza, w Szpitalu Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie stawki za godzinę dyżuru w niektórych specjalnościach skoczyły o 35 proc. W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach klauzulę wypowiedziało 41 rezydentów i 80 specjalistów. Dyrektor Andrzej Domański nie ukrywa, że praca klinik na dotychczasowych zasadach kosztuje szpital „parę groszy”. Szef lecznicy zaproponował np. neonatologom dodatek 50 zł za każdą przepracowaną godzinę i znalazł chętnych, bo normalna stawka to 70 zł.

Cierpliwość się wyczerpała

Nie wszystkie szpitale stać jednak na podnoszenie stawek. – U nas wcześniej etatową płacę brutto specjalisty podnieśliśmy do 4 tys., ale rezydenci dostali i 5 tys. brutto – tyle że specjaliści chcieliby zarabiać choć trochę więcej niż rezydenci. Większych pieniędzy jednak nie ma. Cały czas rozmawiamy jak to zrobić, żeby przetrwać – zaznacza prof. Anna Wasilewska, dyrektor UDSK w Białymstoku.

Mówi, że lekarze, którzy zrezygnowali z podejmowania pracy w ramach klauzuli opt-out w większości mieli po 5-8, nieraz 15 dyżurów w miesiącu. – Cały czas prowadzimy rozmowy, ale nie wiem czy przekonam lekarzy. Myślę, że ich cierpliwość się wyczerpała po tylu latach – podsumowuje dyrektor.

– Oczekujemy, że wreszcie zaczną się szczere rozmowy o naprawie systemu i uda się wypracować takie zmiany, które uzyskają aprobatę środowiska lekarskiego. Nie bierzemy odpowiedzialności za taki system – dopowiada Zdzisław Szramik, według którego obiecywanie przez ministra wzrostu nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB za 8 lat „to tak, jak proponowanie głodnemu obiadu za miesiąc”.

Zdaniem Marka Nowaka, dyrektora Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu, to prezydenci miast, marszałkowie oraz dyrektorzy szpitali, jako organizatorzy pracy w jednostkach leczniczych, powinni usiąść do stołu na rozmowy z ministrem zdrowia czy premierem, a nie lekarze.

Choć zapytany przez Rynek Zdrowia, ilu lekarzy rezydentów i lekarzy specjalistów z grudziądzkiego szpitala wypowiedziało klauzulę opt-out, odpowiada: żaden, ma oczywiście swoje zdanie na temat trwającego protestu lekarzy rezydentów.

– Oni nie powinni w żaden sposób nadszarpywać zaufania pacjentów. Muszą ciężko pracować, zdobywać wiedzę, być przy łóżku chorego, a nie walczyć o pieniądze i system ochrony zdrowia. Korporacja lekarska i tak ma zły wizerunek w społeczeństwa. Na pewno musi brać ciężar odpowiedzialności za polityków? – pyta retorycznie dyrektor Marek Nowak.

źródło: rynekzdrowia.pl

Comments are closed.